_________________JESTE NAS WIELU________________

Categories:  projekty artystyczne

[Tekst opublikowany w kwartalniku „Migotania, przeja┼Ťnienia” nr 3(16) 2007]


Jest nas wielu.
Pos┼éuguj─ůc si─Ö algorytmem mo┼╝emy wyczarowa─ç nowy wspania┼éy ┼éad.
Technologia cyfrowa pozwala realizowa─ç dowolne koncepcje.
W zalewie informacji do┼Ťwiadczenie jest bezu┼╝yteczne.
Wewn─Ötrznych baz danych.
Dost─Öpne dane mog─ů wprowadza─ç w b┼é─ůd.
Programy mog─ů by─ç niebezpieczne.
Polegamy na nich bezkrytycznie.
Tolerujemy wykroczenia.
Wszyscy podobnie.
Kwestionujemy
zasadno┼Ť─ç
zasad.
Jest nas wielu.

Umys┼é i cia┼éo ÔÇô struktury zale┼╝ne.

(ÔÇŽ) na d┼éugo przed narodzinami ludzko┼Ťci istoty by┼éy istotami. W kt├│rym┼Ť momencie ewolucji zacz─Ö┼éa funkcjonowa─ç elementarna ┼Ťwiadomo┼Ť─ç. Wraz z ni─ů pojawi┼é si─Ö prosty umys┼é. Kiedy sta┼é si─Ö on mechanizmem bardziej z┼éo┼╝onym, pojawi┼éa si─Ö mo┼╝liwo┼Ť─ç my┼Ťlenia – a jeszcze p├│┼║niej ÔÇô u┼╝ycia j─Özyka w komunikacji i dla usprawnienia procesu my┼Ťlenia. Dla nas zatem na pocz─ůtku by┼é byt, potem za┼Ť pojawi┼éa si─Ö my┼Ťl. To samo dotyczy naszego rozwoju jednostkowego, w kt├│rym pojawiamy si─Ö jako byt, a dopiero p├│┼║niej zaczynamy my┼Ťle─ç. Jeste┼Ťmy i my┼Ťlimy, a my┼Ťlimy tylko w tym stopniu, w jakim jeste┼Ťmy, gdy┼╝ my┼Ťlenie opiera si─Ö na funkcjonowaniu struktur bytu. [1]

My┼Ťlimy. Wiele umiemy. Jeste┼Ťmy przekonani o tym, ┼╝e umiej─Ötno┼Ťci zawdzi─Öczamy umys┼éowi, ┼╝e uczucia i emocje to zb─Ödny ekwipunek w podr├│┼╝y jak─ů jest ┼╝ycie. Przyznajemy, ┼╝e ta ÔÇ×u┼éomno┼Ť─çÔÇŁ zabarwia ┼╝ycie, a jednak przypisujemy jej nasze pora┼╝ki. Umys┼é i cia┼éo traktujemy jak dwie niezale┼╝ne struktury ÔÇô jedn─ů bierzemy za baz─Ö danych, drug─ů za opakowanie. Oceniaj─ů nas po wygl─ůdzie wi─Öc dbamy o sw├│j wygl─ůd i specjalistom przekazujemy zarz─ůdzanie naszym cia┼éem. Oni wiedz─ů co zrobi─ç by by┼éo efektowne. Rezygnujemy z wolnej woli. Zamiast piel─Ögnowa─ç w┼éasn─ů odr─Öbno┼Ť─ç robimy to co inni, to co wszyscy. Kto┼Ť pisze dla nas scenariusz. Zgadzamy si─Ö odegra─ç przypisan─ů nam rol─Ö. Jeste┼Ťmy modni. Jemy i odchudzamy si─Ö na rozkaz. Bawi nas to co powinno, wypoczywamy gdzie nale┼╝y.

Przed telewizorem kontemplujemy w┼éasn─ů doskona┼éo┼Ť─ç. Przekonani o niezale┼╝no┼Ťci, uciekamy w nisze, nie dostrzegaj─ůc, ┼╝e prowadz─ů nas tam inni. Daj─ů nam to co lubimy. Uwodz─ů, a my gramy w ich spektaklu najlepiej jak umiemy. Spektakl jest sukcesem, czy nasze ┼╝ycie tak┼╝e?

Jeste┼Ťmy w pu┼éapce.

Tu nie umys┼é modeluje nasze cia┼éo, lecz fachowcy od wizerunku. Tu nie cia┼éo informuje umys┼é jak si─Ö sprawy maj─ů, ale media. Nie mo┼╝na si─Ö dziwi─ç, ┼╝e organizm jest zdezorientowany.

(ÔÇŽ) umys┼é istnieje wewn─ůtrz i dla ca┼éego organizmu. Nie rozwin─ů┼éby si─Ö on do tego stopnia gdyby w trakcie ewolucji, w przebiegu rozwoju osobniczego, czy wreszcie w tej w┼éa┼Ťnie chwili nie zachodzi┼éa pomi─Ödzy nim i cia┼éem nieustaj─ůca interakcja. Umys┼é musi przede wszystkim troszczy─ç si─Ö o cia┼éo

ÔÇô inaczej m├│g┼éby przesta─ç istnie─ç. (ÔÇŽ) Organizm wchodzi w interakcj─Ö ze ┼Ťrodowiskiem jako jeden zesp├│┼é: nie jest to ani samodzielna interakcja m├│zgu, ani cia┼éa.. [2]

Pod kropl├│wk─ů

Zbombardowani zmasowanym nalotem informacji produkowanych zwykle tylko po to, aby zape┼éni─ç ┼éamy pism, zachowujemy si─Ö tak jak gdyby nie istnia┼éy schrony. Pozwalamy, aby z┼éapano nas na haczyk szerokich horyzont├│w. Przyn─Öta jest pyszna. Nie znajdujemy bardziej interesuj─ůcej alternatywy. Zach─Öcani do smakowania coraz to nowych k─ůsk├│w nie mamy czasu ani ochoty na rzeczy tre┼Ťciwe. Racjonalizujemy nasze wybory oszcz─Ödno┼Ťci─ů czasu lub deklarowan─ů przez w─Ödkarza trosk─ů o walory ÔÇ×od┼╝ywczeÔÇŁ przyn─Öty. Cho─ç mamy woln─ů wol─Ö, jeste┼Ťmy bezwolni. Lubimy by─ç uwodzeni, lubimy otrzymywa─ç za darmo i bez wysi┼éku. Na ka┼╝dym polu zwyci─Ö┼╝a tania ogl─ůdalno┼Ť─ç, czyli to, co si─Ö podoba, co jest ┼éatwe i przyjemne, co mo┼╝na szybko sprzeda─ç. [3]

Bezbronni wobec problem├│w codzienno┼Ťci poszukujemy cudownych sposob├│w i recept. Znajduj─ů si─Ö tacy, kt├│rzy za nas i dla nas buduj─ů trwa┼éy dom. Ten dom ma w oknach kraty. Nie jeste┼Ťmy ma┼éostkowi, ufamy, ┼╝e kraty chroni─ů przed nieproszonymi go┼Ť─çmi. Wierzymy tak d┼éugo jak d┼éugo nie musimy w tym domu zamieszka─ç. Kiedy zdajemy si─Ö na innych musimy zaakceptowa─ç to co oferuj─ů. Oferuj─ů informacj─Ö, jeszcze wi─Öcej informacji. W ich g─ůszczu trudno odnale┼║─ç w┼éasn─ů drog─Ö. Nawet je┼Ťli podejmujemy tak─ů pr├│b─Ö, w ko┼äcu poddajemy si─Ö. Kiedy┼Ť poznawali┼Ťmy ┼Ťwiat poprzez opowie┼Ťci podr├│┼╝nik├│w i w─Ödrowc├│w. Dzi┼Ť obsadzono nas w roli naocznych ┼Ťwiadk├│w, gapi├│w, kt├│rzy karmi─ů si─Ö cudzym nieszcz─Ö┼Ťciem. Tylko nieliczni broni─ů si─Ö i nie ulegaj─ů pokusom wsp├│┼éuczestnictwa w tym powszechnym podgl─ůdaniu okiem kamery.

Bez serca

To nie zdobycze techniki i nowe technologie opisuj─ů nasze czasy najlepiej, a symultaniczno┼Ť─ç informacji, pozwalaj─ůca w tej samej chwili mie─ç dost─Öp do niemal ca┼éej ludzkiej wiedzy. Zasobami Internetu, informacj─ů i wiedz─ů rz─ůdzi entropia. Im wi─Öcej, tym wi─Öcej. Czujemy si─Ö osaczeni przez te zasoby. Musimy z nich korzysta─ç. Korzystamy z pe┼én─ů ┼Ťwiadomo┼Ťci─ů, ┼╝e by─ç mo┼╝e dokonujemy b┼é─Ödnego wyboru, lecz jak wybra─ç najlepsze rozwi─ůzanie, skoro wszystkie s─ů podobne?

Antoine de Saint-Exupery podpowiada: ÔÇ×ÔÇŽ dobrze widzi si─Ö tylko sercemÔÇŁ. Ale czy serce jest dobrym przewodnikiem po wsp├│┼éczesno┼Ťci? Zrezygnowali┼Ťmy z serca, uznaj─ůc je za staro┼Ťwieckie. Nie mo┼╝na przewidzie─ç jak zareaguje, jest zbyt mi─Ökkie. Wsp├│┼éczesno┼Ť─ç musi si─Ö oby─ç bez serca.

Umys┼éy pracuj─ů na pe┼énych obrotach, ┼Ťcigaj─ů si─Ö z komputerami. Ludzie robi─ů co mog─ů, aby sprosta─ç coraz sprawniejszym m├│zgom elektronicznym. Serce czasem jeszcze pr├│buje zabra─ç g┼éos, czasem protestuje, natychmiast jest przywo┼éywane od porz─ůdku. Tu nie ma miejsca na sentymenty, tu si─Ö pracuje. Tu si─Ö my┼Ťli. Liczy si─Ö logika i efektywno┼Ť─ç. Bez serca. A serce?

Ju┼╝ niebawem wyeliminujemy t─Ö wad─Ö. Zamiast uczy─ç jak rozstrzyga─ç, kt├│re z wielu rozwi─ůza┼ä jest najlepsze, dostarczymy jedno, ono zaspokoi wszystkie nasze potrzeby.

Koniec z Chaosem. Porz─ůdek musi by─ç.

Jeden B├│g, jeden nar├│d i jedna ojczyzna. By┼éo? Tak nam si─Ö tylko wydaje – pokaz przedpremierowy bierzemy za premier─Ö. Premiera niebawem. Najciekawsze przed nami. Rzeczy nie z tej ziemi!

Kobieta, m─Ö┼╝czyzna? Wszystko jedno. Po co nam p┼ée─ç m─Öska i ┼╝e┼äska skoro opanowali┼Ťmy klonowanie. Ilu┼╝ problem├│w pozb─Ödziemy si─Ö dzi─Öki niemu: zniknie kwestia r├│wnouprawnienia p┼éci, praw gej├│w i lesbijek, zniknie problem aborcji. Ojciec czy matka? wszystko jedno. Owszem b─Ödziemy pe┼énili takie role dla dzieci, kt├│rymi b─Ödziemy my sami, my nasze ma┼éoletnie klony.

Mo┼╝liwych scenariuszy jest wiele. Optymi┼Ťci s─ů przekonani, ┼╝e wszyscy staniemy si─Ö kiedy┼Ť r├│wnoprawnymi obywatelami Ziemi. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, ┼╝e jak zwykle podzielimy si─Ö na lepszych i gorszych. Na biednych i bogatych.

Biedny potrzebuje pieniędzy. Bogaty ma czym płacić.

Biedny sprzedaje tanio aby kupi─ç drogo, bogaty kupuje tanio aby sprzeda─ç drogo.

Podczas gdy biedny ma jedn─ů par─Ö r─ůk i jeden umys┼é, bogaty dysponuje ich setkami; wszystkie kupuje tanio, bo poda┼╝ przerasta popyt.

Dzi┼Ť ┼Ťwiat ma do dyspozycji 12 miliard├│w r─ůk i 6 miliard├│w umys┼é├│w. Jest w czym wybiera─ç. W wi─Ökszo┼Ťci s─ů to m┼éode i niewykszta┼écone zasoby, kt├│re chc─ůc prze┼╝y─ç oferuj─ů na sprzeda┼╝ wszystko, co tylko bogaci zechc─ů kupi─ç.

Naiwnie s─ůdzimy, ┼╝e wystarczy zdoby─ç wykszta┼écenie, naby─ç umiej─Ötno┼Ťci by dosta─ç dobr─ů prac─Ö i dobr─ů cen─Ö. To wystarcza┼éo kiedy┼Ť. Teraz my┼Ťle─ç b─Öd─ů komputery, pracowa─ç roboty. Przerabiali┼Ťmy podobn─ů lekcj─Ö 100 lat temu, wszystko sko┼äczy┼éo si─Ö dobrze. S─ůdzimy, ┼╝e na dobre uporali┼Ťmy si─Ö z totalitaryzmem i faszyzmem, ubocznymi skutkami rewolucji przemys┼éowej.

Niemoralna propozycja

Patrz─Ö.

Zawierane s─ů transakcje ÔÇô jeden cz┼éowiek kupuje cia┼éo drugiego cz┼éowieka. Wszystko zgodnie z prawem, lub przeciwnie ÔÇô nieformalnie. Legalne transakcje mo┼╝emy kontrolowa─ç i tym samym obwarowa─ç restrykcyjnymi procedurami, pozwalaj─ůcymi unikn─ů─ç nadu┼╝y─ç.

Dlaczego kto┼Ť pr├│buje omin─ů─ç program antywirusowy? Czy tylko dlatego, ┼╝e ten jest niewydolny? A mo┼╝e dlatego, ┼╝e popyt przerasta poda┼╝? Brakuje dawc├│w. Brakuje zmar┼éych. Zaspokajaj─ůc popyt mo┼╝na nie┼║le zarobi─ç a przy okazji uratowa─ç czyje┼Ť ┼╝ycie – tak my┼Ťl─ů praktyczne umys┼éy.

12 miliard├│w r─ůk, 6 miliard├│w zdeterminowanych biologicznie umys┼é├│w pr├│buje przetrwa─ç. Chc─ů si─Ö rozmna┼╝a─ç, chc─ů zapewni─ç swoim dzieciom lepsze ┼╝ycie. Zatrudnieni kosztuj─ů za du┼╝o. Nie maj─ů pracy. Zabrano im Ziemi─Ö. Zabrano samowystarczalno┼Ť─ç. Pod┼é─ůczeni do globalnej kropl├│wki s─ů przekonywani, ┼╝e szcz─Ö┼Ťcie wynika z posiadania gad┼╝et├│w.

Szcz─Ö┼Ťcie jest na wyciagni─Öcie r─Öki. W pobliskim sklepie.

Brakuje pieni─Ödzy.

Brakuje organ├│w.

(bo) Brakuje dawc├│w.

Brakuje dawc├│w.

(bo) Brakuje zmarłych.

Dziwny ┼Ťwiat. Im wi─Öcej posiadamy tym wi─Öksze mamy poczucie braku.

Umys┼éy pracuj─ů. My┼Ťl─ů.

Mo┼╝e brakuje ci pieni─Ödzy? Nie? Jeste┼Ť pewien?

ÔÇŽ m├│j numer telefonu, na wypadek gdyby┼Ť zmieni┼é zdanieÔÇŽ

Złota reguła

Wystarczy obejrze─ç kilka prezentacji sztuki wsp├│┼éczesnej, aby stwierdzi─ç, ┼╝e umys┼é i cia┼éo w ┼Ťwiadomo┼Ťci wsp├│┼éczesnego artysty to dwie odr─Öbne struktury. Umys┼é tworzy, cia┼éo s┼éu┼╝y.

Nie wiem, czy jest to rezultat wyj─ůtkowej wra┼╝liwo┼Ťci, kt├│ra pozwala artystom dostrzec tendencje ukryte pod powierzchni─ů codzienno┼Ťci, czy raczej pragnienie dotrzymania kroku badaczom, kt├│rzy organizm cz┼éowieka traktuj─ů jako swoisty poligon. Artystyczna wizualizacja tych zjawisk ukazuje kierunek w jakim pod─ů┼╝aj─ů przemiany naszej ┼Ťwiadomo┼Ťci. Coraz ┼éatwiej akceptujemy uprzedmiotowienie cia┼éa.

Czy jest co┼Ť z┼éego w tym, ┼╝e wyra┼╝amy zgod─Ö na wykorzystanie naszych organ├│w dla cel├│w nauki, dla drugiego cz┼éowieka, kt├│remu ratujemy w ten spos├│b ┼╝ycie? Czy jest co┼Ť z┼éego, ┼╝e testujemy na sobie leki? Wydaje si─Ö, ┼╝e nie. Tak─ů zgod─Ö uwa┼╝amy za w┼éa┼Ťciw─ů. Nauka da┼éa nam wspania┼ée narz─Ödzia, medycyn─Ö, transplantologi─Ö i genetyk─Ö. Mo┼╝emy ratowa─ç ludziom ┼╝ycie. Mo┼╝emy podnosi─ç jako┼Ť─ç ich ┼╝ycia. Nie wolno nam dobrowolnie rezygnowa─ç z takiej mo┼╝liwo┼Ťci. Staramy si─Ö stworzy─ç procedury, kt├│re ochroni─ů nas przed wypaczeniem naszych dobrych intencji i zagwarantuj─ů bezpiecze┼ästwo.

Dotychczas w naszej kulturze zadanie to wype┼énia┼éa ÔÇ×z┼éota regu┼éaÔÇŁ[4] .

Kwestionujemy ÔÇ×z┼éot─ů regu┼é─ÖÔÇŁ i poddajemy w w─ůtpliwo┼Ť─ç autorytet widza czym uwalniamy si─Ö od ryzyka ostracyzmu. Nic ju┼╝ nas nie ogranicza, poza w┼éasn─ů niedoskona┼éo┼Ťci─ů.

Profesor: Czy ja mam cenzurowa─ç wra┼╝liw─ů studentk─Ö, kt├│ra chce o tym m├│wi─ç. Mia┼ébym zast─Öpowa─ç jej w┼éasne sumienie? Ja si─Ö do tego nie nadaj─Ö. Pierwszy i podstawowy warunek – to jest wolno┼Ť─ç artysty. [5]

Mal Kontent: Czy wolno┼Ť─ç polega na tym, ┼╝e nikt nie ma nic przeciwko temu kiedy ka┼╝dy robi to, co mu wpadnie do g┼éowy?

Profesor: ÔÇ×Artysta jest powo┼éany, by kwestionowa─ç obowi─ůzuj─ůce normy. Ale musi pami─Öta─ç, ┼╝e wed┼éug tych norm b─Ödzie s─ůdzony. Musi godzi─ç si─Ö na ryzyko, ┼╝e spo┼éecze┼ästwo go odrzuci i pot─Öpi. Pragniemy autentyzmu i dopuszczamy w swoich poszukiwaniach obecno┼Ťci ┬źbrzydoty, dewiacji, cielesno┼Ťci i z┼éa.ÔÇŁ [6]

Mal Kontent: Artysta pragnie autentyzmu, dlatego bawi si─Ö normami. Rozbiera zegarek na cz─Ö┼Ťci, cho─ç nie wie jak go potem z┼éo┼╝y─ç. Ryzykuje brakiem spo┼éecznej akceptacji, jednak g┼é├│wnym ryzykiem s─ů krzywdy jakie zostan─ů wyrz─ůdzone ludziom w ┼Ťwiecie bez norm. Artysta ryzykuje nie tylko swoim, tak┼╝e moim dobrem.

Zamek w drzwiach wej┼Ťciowych

Ka┼╝dy, kto podwa┼╝a normy bierze na siebie ogromn─ů odpowiedzialno┼Ť─ç. Musimy pami─Öta─ç, ┼╝e kwestionuj─ůc je pozbawiamy zamka drzwi naszego domu. Wejd─ů nie tylko przyjaciele. Musimy by─ç ┼Ťwiadomi, ┼╝e ÔÇ×dzi┼Ť jedni ludzie zacz─Öli zarabia─ç pot─Ö┼╝ne pieni─ůdze na niszczeniu innych ludzi. W tej chwili jedni s─ů ofiarami, a drudzy sprawcami, oprawcami niemal┼╝e. Biznes wykorzystuje ka┼╝d─ů najmniejsz─ů nutk─Ö prowadz─ůc─ů do obsesji. Na to jest nastawiony przemys┼é erotyczny, hazardowy, farmaceutyczny, monopole. Uzale┼╝niaj─ů nas tysi─ůce lek├│w, substancji, gad┼╝et├│w. Nie uzale┼╝ni si─Ö ten, kto albo nie u┼╝ywa danej substancji, co jest prawie niemo┼╝liwe, albo ten kto w odpowiednim momencie zauwa┼╝y pierwsze szkody i mimo pokus i n─Öcenia na wszelkie sposoby, powie stop. A to jest trudne, bo ka┼╝dy z tych przemys┼é├│w ma swoj─ů band─Ö naukowc├│w psycholog├│w, kt├│rzy opracowuj─ů r├│┼╝ne metody manipulowania lud┼║mi, ┼╝eby dali si─Ö wkr─Öci─çÔÇŁ [7]

┼╗adne procedury nie zapewni─ů nam bezpiecze┼ästwa je┼Ťli my sami nie b─Ödziemy zdolni rozpozna─ç miejsca, w kt├│rym przebiega granica naszej wolno┼Ťci. Je┼Ťli sami nie b─Ödziemy potrafili przeciwstawi─ç si─Ö specjalistom od wywierania wp┼éywu lub podszeptom ego. Mylimy prawo do wolno┼Ťci z przywilejem, kt├│ry zaczyna si─Ö tam gdzie naruszamy wolno┼Ť─ç innego cz┼éowieka. Mylimy wolno┼Ť─ç z samowol─ů.

Gunter von Hagens uraczy┼é nas plastynatami a my w imi─Ö wolno┼Ťci wypowiedzi, pod sztandarem o┼Ťwiaty, nauki i sztuki g┼éosowali┼Ťmy na nie nogami. Zag┼éosowa┼éy miliony n├│g. Ka┼╝dy biznesmen wyci─ůgnie z tego faktu odpowiednie wnioski i przygotuje nam kolejn─ů interesuj─ůc─ů ofert─Ö. Nie b─Ödzie mia┼é wyboru, jego racj─ů jest zysk.

Odinstalowali┼Ťmy program antywirusowy, pr├│bujemy zast─ůpi─ç go restrykcyjnym prawem. Prawo jest jak kraty w oknach, jak mur zwie┼äczony kolczastym drutem. Zatrudniamy ochroniarzy. Wszystko to na niewiele si─Ö zdaje. Potrzeba coraz wi─Öcej krat, coraz wi─Öcej drutu kolczastego.

Wymagamy respektowania prawa, ale tolerujemy bezprawie. Cz┼éowiek odpowiedzialny rywalizuje z tym, kto nie czuje si─Ö do niczego zobowi─ůzany. Przegrywa w takiej rywalizacji. Kiedy protestuje, przypominamy mu, ┼╝e jest wolny, ┼╝e i on mo┼╝e robi─ç co zechce. Zawstydzony milknie, a my brniemy w ┼Ťlepy zau┼éek.

Cia┼éo czy przedmiot? ÔÇô wszystko jedno.

Arty┼Ťci w odruchu niezgody na rzeczywisto┼Ť─ç kompresuj─ů w swoich pracach ca┼ée z┼éo tego ┼Ťwiata by nast─Öpnie w galerii sztuki zderzy─ç z nim widza, by obarczy─ç go za nie odpowiedzialno┼Ťci─ů. W tym samym czasie inni wiedz─ůc czego publiczno┼Ť─ç oczekuje, multiplikuj─ů przedstawienia z┼éa. A jeszcze inni w zaciszu pracowni w my┼Ťl zasady ÔÇ×moja chata z krajaÔÇŁ robi─ů swoje po swojemu.

Jak to mo┼╝liwe, ┼╝e cz┼éowiek tak ┼éatwo staje si─Ö ÔÇ×bezwolnym cia┼éemÔÇŁ?

Jak to mo┼╝liwe, ┼╝e artysta bez trudno┼Ťci pozyskuje ludzkie szcz─ůtki lub podpisuje umow─Ö z ┼╝ywym cz┼éowiekiem i od tej chwili dysponuje jego cia┼éem.

Biznesmena kosztuje to nieco wi─Öcej, ale i on jako┼Ť sobie radzi. Ma kapita┼é.

Gunter von Hagens podpisuje umow─Ö i wykonuje plastynaty.

Artysta podpisuje umow─Ö i odnawia o┼Ťwi─Öcimski tatua┼╝.

Artystka podpisuje umowę i animuje ciała starych ludzi.

Wszystko odbywa si─Ö legalnie. Za zgod─ů wolnego cz┼éowieka.

Prawnicy nie widz─ů problemu. Etycy nie widz─ů problemu. Publiczno┼Ť─ç widzi problem.

Arty┼Ťci maj─ů problem.

Czy wolny człowiek ma prawo sprzedać własne ciało?

Czy człowiek, który sprzedaje własne ciało jest wolny?

Dawno, dawno temu odpowied┼║ na podobne pytania mo┼╝na by┼éo znale┼║─ç we w┼éasnym sercu, dzi┼Ť serce zosta┼éo oddelegowane na inn─ů plac├│wk─Ö. Na miejscu pozosta┼é jedynie jego przedstawiciel, jeden z wielu mi─Ö┼Ťni, pompa. Pompa nic tu nie poradzi.

Informacja z ostatniej chwili:

Gie┼éda ÔÇô rynek pierwotny.

Dostawca inteligentnych system├│w wspomagaj─ůcych, sp├│┼éka C&U, z┼éo┼╝y┼éa w poniedzia┼éek prospekt emisyjny do Komisji Nadzoru Finansowego. Sp├│┼éka specjalizuje si─Ö w tworzeniu i wdra┼╝aniu oprogramowania wspomagaj─ůcego zarz─ůdzanie populacj─ů. Dostarcza aplikacje przeznaczone dla ┼Ťrednich i du┼╝ych populacji o profilu produkcyjnym, handlowym i us┼éugowym.

Aktualna oferta spółki:

aplikacje z 12 miliard├│w r─ůk, 12 miliard├│w n├│g, 6 miliard├│w g┼é├│w, 6 miliard├│w cia┼é.

Pos┼éuguj─ůc si─Ö algorytmem mo┼╝emy wyczarowa─ç nowy wspania┼éy ┼éad.

Technologia cyfrowa pozwala realizowa─ç dowolne koncepcje.

W zalewie informacji do┼Ťwiadczenie jest bezu┼╝yteczne.

Musimy korzysta─ç z zewn─Ötrznych baz danych.

Dost─Öpne dane mog─ů wprowadza─ç w b┼é─ůd.

Programy mog─ů by─ç niebezpieczne.

Polegamy na nich bezkrytycznie.

Tolerujemy wykroczenia.

Wszyscy podobnie.

Kwestionujemy

zasadno┼Ť─ç

zasad.

Jest nas wielu.

Głupców.

[1] A. R. Damasio, ÔÇ×B┼é─ůd KartezjuszaÔÇŁ, Pozna┼ä 1999, s.277.

[2]A. R. Damasio, ÔÇ×B┼é─ůd KartezjuszaÔÇŁ, Pozna┼ä 1999, s.13.

[3]J├│zef Szajna, Dziennik, Szajna: ┼╗yjemy w czasach bezideowej konsumpcji, 11.02.2006

[4]ÔÇ×nie r├│b bli┼║niemu co tobie niemi┼éoÔÇŁ.

[5]Irena Morawska, Piramida, Gazeta Wyborcza, Warszawa z dnia 1993/09/04-1993/09/05, str. 14

[6]Artur ┼╗mijewski, ÔÇ×Dr┼╝─ůce cia┼éaÔÇŁ, s.145, Kronika 2007

[7]I nie w├│d┼║ si─Ö na pokuszenie, Joanna Podg├│rska rozmawia z Lub─ů Szawdyn, Tygodnik ÔÇ×PolitykaÔÇŁ, ÔÇ×Pomocnik psychologicznyÔÇŁ, Nr 29, 21 lipca 2007

Tekst opublikowano w czasopi┼Ťmie „Migotania przeja┼Ťnienia”, nr 3/2007 (tekst skr├│cony)

p

Tags: , , , ,

Comments are closed.